|
Miałam szansę na wygranie konkursu na najgłupsze wytłumaczenie 25 - minutowego spóźnienia, albo, co gorsza, usprawiedliwienia mojej nieobecności na wywiadzie z Helloween. Utknęłam bowiem w hamburskim Domu Strachów. Potem jeszcze się zgubiłam, aż w końcu na reszteczkach benzyny dojechałam do kawiarni, w której czekać na mnie mieli Weiki i Markus. Akurat kiedy dysząc dobiegałam do wejścia, podjechała taksówka z tym pierwszym na pokładzie. Przedstawiłam się i weszliśmy razem do środka. W eleganckiej Cafe Linder (albo jakoś tak) nie widać było Marcusa. Weiki do niego zadzwonił - okazało się, że jest chory. Szkoda. Tak czy inaczej narzekać nie wypada, przede mną przecież gwiazda z Helloween !!!
Po zadaniu mu kilkunastu swoich pytań, przeszłam do tych od Mira i Przema. Posłuchajcie:
Mam jeszcze kilka pytań od polskiej strony Helloween. Nie masz nic na przeciwko temu?
MW: Nie, chyba że będziesz mnie pytała o Kiskiego. Wtedy ci nic nie powiem, wystarczająco na jego temat się już nagadałem w poprzednich wywiadach!
Nie, akurat o Kiske nie mam tu nic. Ale pojawia się takie oto nazwisko: Richie Abdul - Nabi. Pytanie brzmi: dlaczego nie został on członkiem zespołu?
|
|
MW: Nie został naszym perkusistą częściowo dlatego, że dogranie zajęłoby za dużo czasu. Po pewnym czasie wyszło to, że zajmowały go inne sprawy niż Helloween. Jeździliśmy wtedy po wielu klubach, było zabawnie, ale zauważyliśmy, że nie pasuje do nas. Kawałki, które musiałby z nami grać nie do końca były w jego stylu. Trudno było mu nauczyć się grać tego, co już dawno zostało stworzone, w tworzeniu czego nie brał udziału. Nie pasował do Helloween zupełnie. Może po prostu nie było w nim tyle pasji do tej muzyki, która jest w nas. Wprawdzie wiedział na co się porywa, wiedział co to jest Helloween. Znał nas. A jednak coś nie grało.
Naszą rozmowę przerywa koszmarny dźwięk pary wydobywającej się z ekspresu do kawy. Weiki, który się wszystkim przejmuje (wcześniej się zastanawiał, jak usiąść, żeby światło padające zza niego pozwoliło nam ładnie filmować) przerywa swój wywód na temat pana Richiego. Po chwili sam naśladuje dźwięk pary.
|
 |
|
Ok, myślę, że możemy kontynuować. Znowu mam pytanie o jakąś osobę. A nazywa się Ralf Scheepers. Ile razy z wami wystąpił i czy braliście pod uwagę jego członkostwo w Helloween?
MW: To, co można było przeczytać na jego temat na forum to plotki. Nigdy nie zagrał z nami całego koncertu. Raz czy dwa razy się pojawił ze mną i z Markusem, kiedy występowaliśmy z Future World. Ale nic poza tym, nawet nie planowaliśmy wcielić go do Helloween.
Nie jesteśmy w stanie zapanować nad wszystkimi plotkami. Czasem ktoś umieści na forum jakąś bzdurę i potem wszyscy tym żyją. (Osobiście uważam, że bootleg "Live'86" z Ralfem to tez oszustwo. Ktoś zrobił okładki i tyle - pokażcie mi chociaż jedną osobę, która go posiada - Miro).
I jeszcze jedno z tej serii pytań: Mark Cross. Jak jego zdrowie? Utrzymujecie z nim kontakt?
MW: Bardzo smutne jest to, co przytrafiło się Markowi. Choruje na mononukleozę. Długo czekaliśmy na niego, mieliśmy nadzieję, że będzie mógł nadal z nami grać. Dzwoniłem do niego nie raz, pytałem się 'możesz grać z nami?'. Kiedy tylko poczuł się lepiej powiedział, że będzie grał. Przyszedł do studia, zaczęliśmy próby, ale on był coraz słabszy i słabszy... Nie dało rady. Po kilku godzinach zupełnie opadł z sił. Musieliśmy w końcu podjąć decyzję o zatrudnieniu kogoś innego. Akurat trafiłem na Stefana. Smutno nam z powodu choroby Marka. Niestety zdarza się tak czasami w tym świecie. Sam miałem problemy z karkiem. Lekarz zalecił, żebym nie machał tyle głową. Inaczej nie pociągnę długo. No, ale to sprawa wyboru (śmieje się).
Dlaczego nazywacie się Helloween? Czy to prawda, że Markus wpadł na ten pomysł pod wpływem filmu Carpentera "Halloween"?
MW: Tak. Oglądaliśmy ten film jakoś właśnie w czasie, kiedy powstawał zespół. Stwierdziliśmy, że nazwa Helloween doskonale ilustruje i oddaje to, co robimy i chcemy przekazać w muzyce. Pasował nam jej dźwięk i nastrój.
Czy możecie podzielić się ze swoimi wrażeniami ze wszystkich waszych wizyt i występów w Polsce? Może zdarzyły się jakieś ciekawe sytuacje czy spotkania z fanami?
MW: Miło wspominam nasze koncerty w Polsce. Mamy tam wspaniałych fanów, zawsze przychodzi ich całe mnóstwo na koncerty. Bawią się, śpiewają. Zawsze są bardzo żywiołowi. Odkąd zmieniła się sytuacja polityczna w waszym kraju, mamy zupełnie inne stosunki z fanami i łatwiej jest też o koncert. Graliśmy i w Katowicach i ostatnio w Krakowie. Zdziwiło nas, że jak tylko dojechaliśmy do hali, tam stało już wielu fanów i czekali na nas. Niestety nie mieliśmy czasu się przejść po centrum. Może kiedyś.
Polecam. Kraków jest bardzo ładnym miastem.
MW: Na pewno! Pamiętam, jak się zbudziłem, patrzę przez okno, a tu zamek niczym w Transylvanii! Bardzo duże wywarł na mnie wrażenie. Przez chwilę nie wiedziałem, gdzie jestem!
Właśnie - to miało być moje następne pytanie: jak wspominacie koncert w Krakowie.
MW: Mimo deszczu i wogóle niedobrej pogody Kraków wspominam bardzo miło. Hala była świetna. Wprawdzie na pierwszych trzech utworach lampy dawały mi nieźle po oczach, ale udało mi się dać do zrozumienia oświetleniowcowi, żeby to zmienił. Potem już grało się znakomicie. O wiele lepiej niż w tym... jak się ta hala nazywała? Wiesz, ta w Katowicach...
...Spodek...
MW: Tak, właśnie! Kraków był o wiele lepszy!
Kilka słów na zakończenie do fanów odwiedzających naszą stronkę…
MW: Hmmm.... przede wszystkim bądźcie nadal tacy jakimi jesteście! Mam nadzieję, że jeszcze nie raz będziemy mogli się spotkać w Polsce.
W tym miejscu pragniemy Was poinformować, że mamy już przeprowadzony kolejny wywiad z legendą (osoba związana naturalnie z Helloween), ale kto to jest niech pozostanie niespodzianką ;)
|